sie 31 2006

POCZĄTEK


Komentarze: 4

Kim jestem- ojcem Antośki… oczywiście to nie jest wyznacznik całego mojego życia ale ten blog poświęcony jest właśnie mojej walce o Antośkę.. o kontakt z nią…

 

Dlaczego…. Po miesiącach walki wczoraj odbyła się kolejna sprawa… czekałem na nią od początku lipca, kiedy złożyłem wniosek … sąd nie podjął żadnej decyzji .. wymieniliśmy pisemka i wyznaczyła następny termin … za 2 miesiące….

 

Lekko się załamałem…

Do tego czasu będę nadal zdany na łaskę i niełaskę żony a wyrok sobie mogę wsadzić…

..w ramki i powiesić na ścianie.

 

Postanowiłem spisywać swoje wspomnienia dzień – po dniu.

 

Dla siebie – notatki w kajecie to dla mnie za słaba motywacja

Dla Antośki – niech ma dziewczyna – na 18-tkę jej wyślę link

Dla innych – może ktoś się czegoś nauczy na moich doświadczeniach

Dla siebie – może ktoś będzie umiał mi coś doradzić – pomóc?

 

 

KILKA FAKTÓW najobiektywniej jak umiem na początek

Ten blog ma być o mojej walce o córkę.. ale nie da się o niej mówić jeśli nie zna się faktów początkowych…

 

 

Ja 34 lata jeszcze formalnie żonaty z Panią K. pracownik umysłowy średniej firmy. Obecnie w  stałym związku z Panią W

 

Moja żona – Pani K – 26 lat niedawno skończyła studia i pracuje na stażu.

 

Ważniejsze daty:

01.04.2001  poznaliśmy się osobiście po krótkiej znajomości w sieci

Lato 2002    poczęliśmy Antośkę

Październik 2002 ślub i mieszkanie u mojej mamy

Marzec 2003 urodziny Anośki i przeprowadzka do teściów

Październik 2003 przeprowadzka do TBSu (teściowie mają udział my wynajmujemy)

 

Początek kłótni o wszystko ….

 

O imprezy i wyjazdy zawodowe

O każdą kobietę na horyzoncie

O pieniądze

O moją matkę (dlaczego nam nie pomaga, dlaczego mi zafundowała dentystę a jej nie)

 

W jej słowach dało się usłyszeć całe sformułowania wyjęte z ust jej matki.

Każda zakończona jej przeprosinami, prośbą o wybaczenie.. na ogół w łóżku.

 

Poza tym w naszym małżeństwie obowiązywała zasada:

Wszystkie rzeczy K są K

Wszystkie rzeczy nasze są K

Wszystkie rzeczy moje są nasze

Wszystkie problemy moje są moje

Wszystkie problemy nasze są moje

Wszystkie problemy K są nasze

 

Gdzieś na wiosnę 2004 roku napisałem do mojej żony list… nie umiałem z nią rozmawiać… nie można rozmawiać z kimś kto nie chce porozmawiać tylko się kłócić…

Napisałem swoje ponure przemyślenia.. że wytrzymam tak 3 .. może 6 miesięcy.. góra rok…

Że gdyby nie Antośka to już by nas nie było.

Listu nie doręczyłem – znalazła go miesiąc później. Płacz i przeprosiny….

 

Ale powoli miałem dość…

Poprosiłem o mediację osobę do której oboje mieliśmy zaufanie…  Ewę… niestety nie pomogło

Mediacji podjął się też ojczym K … sprowadziły się do zarzutów jak śmiałem o K rozmawiać z koleżanką przez GG (koleżanką z pracy)

 

Na początku 2005 roku prawie podjąłem decyzję o wyprowadzce…

K przekonała mnie.. przepraszała .. mówiła że się nigdy nie powtórzy znowu nocna awantura .. budzenie dziecka (bo ja nie chcę się kłócić to ona bierze córkę i jedzie do rodziców) gadanie  takich bzdur że mnie mdliło jak to słyszałem…

Obiecywanie że pójdzie do psychologa…

 

Ugiąłem się … naprawdę tylko dla Antośki

 

Ale awantury zaraz wróciły… zadzwoniłem raz do teściów… mała płakała , K wrzeszczała.. chciałem żeby ją matka uspokoiła…

 

Za drugim razem teściowie przyjechali. Oświadczyli że zabierają małą i że do jutra mamy oddać im klucze do mieszkania. (jako jego „udziałowcy” mieli prawo do wyznaczania wynajmujących). Odpiąłem klucz i oddałem. Jakiś czas później zabrałem swoje rzeczy

 

K próbowała kilka dni namówić mnie do powrotu. Płakała, przepraszała, obiecywała.. Przychodziła codziennie do mojej pracy. Napisała list z którego nic nie wynikało.. 

W jej słowniku słowo „przepraszam” zawsze miało tylko jedno wąskie znaczenie „nie kłóćmy się więcej”

I tylko tyle. Nawet nie „rzeczywiście mi przykro i przyznaję się do błędu”

 

Ja uparcie mówiłem „dajmy sobie jakiś czas .. stań na własne nogi .. zacznij być samodzielna i odpowiedzialna”

Czy wierzyłem że będzie..?

Trochę tak..

Tęskniłem też po jakimś czasie za rodziną…

W lipcu dużo jej pomagałem nawet zacząłem zostawać na noc..

Kolejna awantura jak tylko teściowie pojawili się we Wrocławiu

 

I już definitywny koniec ....

 

W tym czasie nie było większych problemów z kontaktem z córką…

Zabierałem małą na weekendy na wieś do letniskowego domu mojej m matki.

Spotykałem się w tygodniu.

Problemy zaczęły się jesienią.. K nie pozwoliła mi spędzać weekendów z córką.

1 dzień OK. ale bez żadnych noclegów…

Do spotkań zaczęło dochodzić nieregularnie. Były przekładane z dnia na dzień przez K..

 

 

GRUDZIEŃ 2005  poprosiłem Sąd o uregulowanie kontaktów z córką

Naiwnie wierzyłem że szybko coś się da z tym zrobić

 

Sprawę wyznaczono na….. 17 lutego. 

To się może komuś wydawać  normalne….

Łatwe

 

Ale ja kocham swoją córkę BARDZO .. jak tylko rodzic może kochać dziecko …

I już w grudniu wiem że przez 2 miesiące K będzie mnie upokarzać , szantażować..

„Jak zapłacisz więcej to nie będzie problemu” mówiła kilkakrotnie

 

Przekładać, odwoływać…

 

Ale się doczekałem wreszcie..

Sąd postanowił

Pierwszy i trzeci weekend miesiąca córka jest z ojcem

W każdy poniedziałek między 17 a 19 ta ojciec jest u córki

Pierwszy tydzień czerwca i ostatni tydzień sierpnia mała jest u mnie

 

Byłem przez chwilę szczęśliwy…

Po rozprawie żona poprosiła żebym przypadający na mnie weekend najbliższy (nazajutrz) zamienił z nią na następny)

 

W końcu to niejako nowa sytuacja.. ona miała plany ITP.

 

Zgodziłem się

 

Za tydzień córki nie dostałem…

I tak już zostało w sumie…

 

Od tego czasu do dziś Córka spędziła u mnie 5 weekendów

Było kilkanaście interwencji Policji..

 

Jak one wyglądają?

Dzwoni się, zgłasza, czeka 1,5 godziny aż przyjadą, mówi wszystko od początku za każdym razem. Potem Policjanci spotykają zie z matką czy dziadkami jak córka jest u nich i rozmawiają wysłuchując jaki ze mnie upiór itp. Pouczają że obowiązuje wyrok sądu, wychodzą i tyle…

 

Nie mam ograniczonych praw do opieki nad dzieckiem

W praktyce nie mam ich wcale.

 

Jeden z weekendów był  przerwany przez K .. przyjechały z matką na wieś i siłą odebrały dziecko…

Jak wyjaśnia K w piśmie do Sądu : bo córka prosiła ją o to przez telefon i powiedziała że tak długo nie chce być u taty…

Nieźle jak na trzyletnie dziecko nieświadome do końca tego że tak dużo od niej zależy.

 

Oczywiście to kłamstwo

Mała rozpłakała się po tym jak jej mamusia myśląc, że Antośki już nie ma przy telefonie (z takim dzieckiem trudno się rozmawia przez telefon.. na ogół przerywa nagle) odłożyła słuchawkę

Mała się rozpłakała więc zadzwoniłem do K żeby skończyły rozmowę …. K uznała że płacz jest przeze mnie i  przyjechała „na ratunek” Horror dla małej ….

 

29 maja 2006 podpisujemy porozumienie z K że zamiast pierwszego tygodnia czerwca dziecko będzie u mnie. Pasował mi tydzień czwarty ale wtedy mała miała podobno jechać z babcią i „dziadkiem” (ojczymem żony) na wakacje

Dopiero później zrozumiałem czemu moja żona podpisała to porozumienie….

Miała już wtedy jak sądzę umówioną wizytę u alergologa… rejestruje się je z wielomiesięcznym wyprzedzeniem…

Antośka w czwartym tygodniu nie pojechała z dziadkami….

A ja o wizycie u lekarza dowiedziałem się kilka dni przed urlopem…

K powiedziała że da mi Antośkę na weekend ale w niedzielę będę musiał ją odwieźć bo w poniedziałek ma wizytę…

Zadzwoniłem do Przychodni. Nie było to takie proste bo K nie podała mi prawdziwego adresu tylko inny…  Rozmawiałem z lekarką.. Antośka miała rutynową coroczną wizytę. Podobno nic ważnego.. Pani doktor powiedziała że mogę ją przełożyć na wrzesień(wcześniej nie było miejsc).

Tak zrobiłem

Na szczęście K dała mi małą na ten trzeci weekend…

Pod warunkiem że odstawię ja w niedzielę… ale w niedzielę byłem już 300 km od Wrocławia…

Szczęśliwy jak mało kto…

Spędziłem z dzieckiem cudowne wakacje..

Przede wszystkim upewniłem się że mała mimo wszystkich jazd.. mimo manipulacji .. kocha mnie i lubi ze mną być.

 

W niedzielę poinformowałem K że wracam w niedzielę… za tydzień…

Usłyszałem wiązankę, że jestem chujem itp…

 

W poniedziałek zadzwoniła do mnie Policja… W sumie to na początek zażądali powrotu z dzieckiem…. Jak bym nie byłej ojcem tylko jakimś wujkiem…

 

Dopiero po czasie wyjaśniłem że było porozumienie , wyrok ITP. .

To prosili żebym się zgłaszał co drugi dzień na komisariat najbliższy… tak się składa że najbliższy był 15 km jazdy rowerem w upale.

 

Ale się zgłaszałem.

 

Po powrocie z wakacji w zasadzie odcięto mnie w dużej mierze od dziecka.

K nawet nie odbierała telefonów.

 

Policja była kilkakrotnie…

Doszło nawet do przepychanki.. moi „teściowie” mieli wyłączony domofon więc na schody  wszedłem sam…

Otworzyłem drzwi do mieszkania i spytałem się czy jest Antośka.

Wtedy dwóch facetów – ojczym żony i jakiś szwab rzucili się na mnie .. prawie mnie zepchnęli ze schodów. Wrzeszczeli „spieprzaj stąd”.. była tam wtedy kuzynka zony – dorosła kobieta – Marta z Niemiec.

Ma córkę

 nastoletnią.

Wyszła potem do mnie jak czekałem na Policję.

 

Spytała czemu robię to staremu schorowanemu człowiekowi… (ojczymowi żony)

 

Pokazałem jej wyrok i spytałem czemu on mi to robi…

 

Doradziła żebym zostawił ich w spokoju.. najlepiej zostawił Antośkę. Niech podrośnie … wydorośleje… myślałem że mi się śni… Ciekawe czy jako matka pozwoliła by na coś takiego byłemu mężowi…?

 

Dlaczego ludzie sądzą że jak ojciec to kocha mniej?

Dlaczego sądzą że mniej potrzebny córce czy synowi?

 

Ostatni tydzień września… Antośka miała być u mnie przez tydzień..

Jest ”leczona alergologicznie” więc teraz nie może być u mnie …

Jest za to z „dziadkami” nad morzem.

 

Na początku lipca złożyłem w Sądzie 2 wnioski

o egzekucję kontaktów (nie mam pojęcia co z takiej sprawy wyniknie ale obawiam się że niewiele) o przydzielenie kuratora do spraw kontaktu a córką. K ma satysfakcję że ma nade mną władzę, od jej decyzji zależy czy jestem wesoły czy smutny, szczęśliwy czy zdołowany.. i bezwzględnie to wykorzystuje.. chcę jej odebrać tą przyjemność. Niech wszystkie kontakty między nami przejmie kurator z korzyścią dla dziecka. Stanie się za razem świadkiem i niepotrzebne będą wizyty Policji.

 

Wczoraj odbyła się sprawa z pozwu nr 2

Sąd Rejonowy we Wrocławiu przekazał K moje pisemko dołączone po wakacjach przeze mnie, wręczył mi odpowiedź K na mój wniosek i wyznaczył nowy termin za 2 miesiące… mam z głowy kontakty z córką do tego czasu. Ostatnio żona zgadzała się na 1 – 2 godzinne spotkania raz w tygodniu przy swojej obecności.. znaczy my z Antośką w piaskownicy ona obok na ławce.. nieprzyjemna, zwracająca uwagę, komentująca…

 

Najbliższe sprawy 18 październik o egzekucję

27 październik o kuratora.. poprosiłem przy okazji o to by Antośka w weekend była ze mną od piątku (odebranie z przedszkola) do niedzieli

Poprosiłem żeby tygodniowych pobytów u mnie było 4

 

Zabawna rzecz wyszła przy sprawie o kontakty…

Dostałem prośbę o uzupełnienie wniosku czyli wpłatę 40 zł

Ale pofatygowałem się po jakimś czasie do Sądu i dowiedziałem się że wniosek będzie odesłany bo nie uzupełniłem braków formalnych…

 

Zdziwiłem się … nic nie wiedziałem o innych brakach

Okazało się że Sąd Rejonowy Wrocław –Fabryczna chce bym załączył odpis postanowienia Sądu Rejonowego Wrocław – Fabryczna w sprawie z 17-go lutego… I to z klauzula wykonalności!!!

 

– okazało się że nie załączyłem odpisu postanowienia tego Sądu do którego złożyłem wniosek tylko powołałem dsie na sygnaturę....

 

 

zamyslnik : :
DO DZIWNEGO
01 września 2006, 13:16
Niestety będzie jednostronnie.. inaczej nie umiem ... jak pisałem silę sie na obiektywizm, ale to niezwykle trudne...i tak mocno muszę cenzurować to co piszę...
01 września 2006, 01:33
I to jest tak, że widzę to wszystko z jednej strony. A druga gdzie? Nie ma. I nie będzie.

W zasadzie dobrze, że skupiasz się w tematyce na Antośce, a nie na pani K. Bo to by było trochę niesmaczne po prostu.

Mój komentarz jest przesycony obojętnością - taki jestem. Ale z chęcią przeczytam dalsze losy tej walki, bo kto wie.. może kiedyś trafi mi się to samo...
31 sierpnia 2006, 19:02
Lukas,
jestem z Toba. Trzymam kciuki, jesli moge pomoc jakos, to mozesz na mnie liczyc. Smutno mi sie zrobilo, bo Ty uczciwy facet jestes...i trafiles na taka kobiete.
31 sierpnia 2006, 18:06
...niezły ten początek ... aż mi włosy stanęły;)....

Dodaj komentarz